QUO VADIS samorządy pomocnicze Poznania?

Alojzy Szelejewski


Gdy pojawiło się ”światełko w tunelu” w zakresie swobód obywatelskich na przełomie lat 1989-1990, mieszkańcy Poznania zareagowali spontanicznie: zostało wówczas utworzonych oddolnie 50 Osiedlowych Komitetów Obywatelskich, które następnie zawiązały Komitet Obywatelski Miasta Poznania (w wyborach do Rady Miasta Poznania w 1990 roku Komitet Obywatelski, wspólnie z „Solidarnością” wprowadził 64 na 65 Radnych). 

W trakcie dyskusji na forum Komitetu Obywatelskiego Miasta Poznania w 1990 roku wyłoniły się dwie wersje struktury samorządów pomocniczych (ja osobiście byłem autorem wersji II):

-         wersja I – tworzenie „oddolnie” osiedli z inicjatywy mieszkańców (zakładając, że przyczyni się to do budowy „społeczeństwa obywatelskiego”),

-         wersja II – podział Poznania na dzielnice (jednorodne w zakresie ich potrzeb: inne potrzeby występują w osiedlach jednorodzinnych, inne natomiast w zabudowie wielorodzinnej).

Ostatecznie w Radzie pierwszej kadencji przyjęto rozwiązanie kompromisowe: krok pierwszy to tworzenie osiedli według wersji I, natomiast jako krok drugi przewidziano możliwość tworzenia przez osiedla jednostek wyższego rzędu – dzielnic, które przejęły by zwiększony zakres kompetencji, z zachowaniem osiedli. W praktyce uczyniono pierwszy krok, nie realizując kroku drugiego, ponieważ ze względu na modyfikację ustawy samorządowej taki wariant został wykluczony. Również dlatego, że zabrakło woli ze strony radnych miejskich kolejnych kadencji do podejmowania tematu decentralizacji zarządzania miastem (z wykorzystaniem obecnie obowiązujących unormowań prawnych, zgodnie z którymi samorządy pomocnicze mogą tworzyć, za zgodą Rady Miasta, jednostki niższego rzędu, to znaczy powołane dzielnice mogą usankcjonować pozostanie istniejących osiedli).

Jeśli porównamy powstanie w ciągu ostatnich piętnastu lat 68 Rad Osiedli z utworzeniem na przełomie 1989-1990 roku w Poznaniu w okresie trzech miesięcy spontanicznie 50 Osiedlowych Komitetów Obywatelskich,  to liczba Rad Osiedli obecnie istniejących nie jest zaskakująca. Jest  raczej potwierdzeniem dążności mieszkańców do organizowania się, co przyczynia się do tworzenia społeczności obywatelskiej.

Jednakże, wobec nie podjęcia drugiego kroku organizacji samorządów pomocniczych, powstał zasadniczy problem. Zbyt duże rozdrobnienie osiedli uniemożliwia powierzanie im szerszego zakresu uprawnień i w ślad za tym zwiększanie środków, ponieważ przyczyniłoby się to do znacznego podniesienia kosztów obsługi społeczeństwa przez miasto. Osiedla zostały sprowadzone do roli wnioskujących realizacje zadań. Natomiast Rada Miasta nie jest w stanie nadzorować wszystkich lokalnych spraw. W tej sytuacji o sprawach lokalnych (to znaczy wyboru zadań do realizacji z wniosków składanych przez Rady Osiedli) niejednokrotnie decydują urzędnicy miejscy, u których osiedla stają się petentami, bez możliwości decyzyjnych. System tan stał się bardzo nieczytelny, co skutkować może rozwojem „metody szwagra”.

Prezydent w ostatnim czasie już kilkakrotnie zapowiadał, że zamierza zdecentralizować system zarządzania miastem w sprawach lokalnych (oświata, drogi, oświetlenie dróg, zieleń, place zabaw i tp.), przenosząc decyzyjność w tym zakresie do jednostek samorządów pomocniczych. A więc na samorządach pomocniczych spoczywała by rola zarówno wnioskowania (czyli dotychczasowa funkcja) jak również decyzyjna – w ramach określonej puli środków.

Uważam, że jest to krok we właściwym kierunku!

Istotą sprawy staje się sposób realizacji zapowiadanej decentralizacji. Można tu rozpatrywać trzy warianty zarządzania:

a)      pozostają nadal dotychczasowe osiedla, natomiast dla realizacji zadań Prezydent powołuje administrację dzielnicową, która realizuje zadania ustalane przez Rady Osiedli (w tym celu osiedla tworzyły by porozumienia):

- w systemie tym zachowana jest podmiotowość dotychczasowych osiedli,

- natomiast bardzo niewyraźnie kształtuje się odpowiedzialność za podejmowane decyzje jak również nadzór nad realizacją zadań i administracją dzielnicową; administracja dzielnicowa byłaby jednostką organizacyjną Prezydenta, bez nadzoru ze strony osiedli;

b)      utworzenie kilku lub kilkunastu osiedli lub dzielnic jako jednoszczeblowy system samorządów pomocniczych (uważam, że nazwa osiedle nie powinna tu być stosowana, jeśli obejmie kilka dotychczasowych osiedli):

- w systemie tym jasno doprecyzowana jest odpowiedzialność za podejmowane decyzje, jak również nadzór nad administracją dzielnicową,

- zatraca się natomiast podstawową ideę, która została sprecyzowana przy tworzeniu dotychczasowego modelu – to znaczy budowę społeczności obywatelskiej na szczeblu osiedli (dotychczasowe osiedla wręcz zostały by spacyfikowane); oznacza to więc zniszczenie dotychczasowej aktywności społeczności obywatelskiej i budowę nowej na innym obszarze;

c)      wprowadzenie dwuszczeblowej struktury organizacyjnej samorządów pomocniczych w Poznaniu – dzielnice i osiedla, zgodnie z art. 35 ust. 2 ustawy samorządowej: pozwoli to na zwiększenie kompetencji samorządów pomocniczych (poprzez wprowadzenie dodatkowych kompetencji dla dzielnic), z jednoczesnym zachowaniem podmiotowości osiedli; w wariancie tym likwiduje się wady przedstawionych powyżej wariantów, zachowując ich zalety:

- w systemie tym zachowana jest podmiotowość dotychczasowych osiedli,

- jasno doprecyzowana jest odpowiedzialność za podejmowane decyzje, jak również nadzór nad administracją dzielnicową – pełnić ją będzie Zarząd Dzielnicy, pod nadzorem Rady Dzielnicy.

Postaram się odnieść do niektórych wątpliwości zgłaszanych w dotychczasowej dyskusji na forum dzienników i internetowym:

• Nie obawiam się o frekwencję wyborczą; przecież w wyborach do Rad Dzielnic w Krakowie frekwencja wynosi przeciętnie ok. 20 %. Posłużę się również przykładami z własnego osiedla (Krzyżowniki-Smochowice): w wyborach w 1995 r., zorganizowanych w tym samym dniu co druga tura wyborów prezydenckich – frekwencja wynosiła 34 %, natomiast w ostatnich wyborach w 2004 r. udział wzięło 23 % wyborców. Niska frekwencja występuje wówczas, gdy wyborcy dostrzegają niewielkie możliwości obecnych Rad Osiedli. Natomiast poprawia się, gdy mieszkańcy dostrzegają drażliwe tematy, które są pilnie do załatwienia.

• Zgadzam się z głosami o niebezpieczeństwie spacyfikowania dotychczasowych osiedli: może to wystąpić w wariancie b) – tworzenia dużych jednostek w układzie jednoszczeblowym.

• Nie obawiam się również o upartyjnienie składów Rad Dzielnic, pod warunkiem wprowadzenia kilku zasadniczych kroków:

- wybory w jednomandatowych okręgach wyborczych (a więc głosowanie imienne na osoby, które już wykazały się w dotychczasowych działaniach na rzecz osiedla); okręgi powinny być tworzone w ramach dotychczasowych osiedli,

- zakaz łączenia funkcji radnego osiedlowego i dzielnicowego

• Nie zgadzam się z głosem, że proponowana reforma osłabi dotychczasowe struktury Rad Osiedli. Właśnie w obecnych strukturach pozycja Rad Osiedli jest bardzo słaba. Osiedla sprowadzono do roli wnioskodawcy, pozbawiając je funkcji decyzyjnych (czy i kiedykolwiek wnioskowane zadania zostaną zrealizowane).